Fizyczna transformacja a chrześcijaństwo

Wymiana, wymiana… Wymiana jena na dolara. Skończyła nam się benzyna, skończyło nam się jedzenie, skończyło nam się paliwo… Egzystujemy za pomocą wymiany. Co za zadziwiające spostrzeżenie! Wymiana jest tym samym, co czas – jeśli chciałbyś na to spojrzeć. Jeżeli istnieje odległość między przyczyną a skutkiem rzeczy, to tym właśnie jest wymiana. Jest to wymiana powiązanych ze sobą idei – jeśli zechcesz na to spojrzeć. Walka o przetrwanie to gromadzenie wymiany. Wymiana dochodzi do skutku poprzez identyfikację potrzeby w oddzieleniu od pełni. A więc wymieniasz się.

Możesz natknąć się na prawdziwe zdanie dotyczące tego tematu w Kursie Cudów w lekcji 76, na przykład takie: Nie ma żadnych praw oprócz praw Bożych. Odrzuć dziś wszystkie niemądre, magiczne wierzenia i w milczącej gotowości nasłuchuj Głosu, który mówi ci prawdę. Możesz przecież pozostać w gotowości, by słuchać tego głosu. Tego głosu, prawda? Nie jakiegoś głosu, który przyjdzie gdzieś tam, z księżyca. Posłuchaj tego głosu, który mówi ci prawdę – tego głosu, który będzie mówił w tej chwili. Czy jesteś gotów, by to usłyszeć? Usłyszysz Tego, który ci powie, że podlegając prawom Bożym, nie zaznasz straty. Dlaczego zatem odczuwamy stratę? Dlaczego wydaje się, że nam czegoś brakuje? Dlaczego wydaje się, że potrzebujemy czegoś? To są rzeczy, którym powinieneś się przyglądać. Gotowy? Nie będziesz przyjmował zapłaty, ani za nic płacił. No daj spokój! Niemożliwe jest dać coś i dostać coś w zamian. Nie ma czegoś takiego, jak względna wartość. Próba przetrwania nie jest konieczna. Czy to są zdania, które zamierzasz analizować i rozpatrywać w nadziei przyniesienia jakiegoś rodzaju rezultatu w swoim związku z rzeczami, które są najwyraźniej na zewnątrz ciebie? No chyba tak. Jak się z tym czujesz?

Zamiany dokonać nie można. Nie ma tu mowy o tym, że możesz dokonywać zamiany i traktować ją jako nieprawdziwą. Nie ma tu mowy o tym, że wymiana jest nieprawdziwa, choć tak naprawdę jest. On tu mówi, że dosłownie zamiany dokonać nie można. On mówi tu dosłownie, że jeżeli dokonujesz wymiany, to wymieniasz co? Nicość na nicość. I to jest trudne w tej lekcji. Nie ma żadnych substytutów – założę się, że nikt tego nie słyszy – i nic nie zastępuje czegoś innego. Ty żyjesz tu za pomocą symboli. Nadałeś myślokształtom rzeczywistość i używasz ich, by doprowadzić do zmian w skojarzeniu z twoimi ideami. Jeżeli ci powiem, że nic nie zastępuje niczego, to jak mógłbyś się potem znaleźć w subiektywnej rzeczywistości? Gdybyś się znalazł, to natychmiast byś zobaczył, że wszystko może stać się pełnią w twoim umyśle. Właśnie do tego próbujemy doprowadzić. Nikt nie lubi czytać tych lekcji.

Nie ma żadnych praw oprócz Bożych. A ty mówisz: Jakie są prawa Boże? Są one pojedynczym stwierdzeniem, że jesteś jedynie umysłem i mocą, takim, jakim zostałeś stworzony, i jakim wciąż jesteś stwarzany. To nie wymaga żadnej definicji stworzenia, a z pewnością nie wymaga to definicji twego Stwórcy. Zaś idea wymiany to domaganie się definicji. To trzymanie się związku myślowego.

Nie ma żadnych praw oprócz praw Bożych. Trzeba to raz po raz powtarzać, dopóki nie uświadomisz sobie, że dotyczy to wszystkiego, co wytworzyłeś w opozycji do pojedynczej pełni wszechświata. To jest zadziwiająca idea, jeśli na to spojrzysz. Twoja magia jest bez znaczenia. Nie chodzi tu o to, że ona nie wywołuje skutków; nie chodzi też o to, że czasami działa. Ona po prostu nie ma żadnego znaczenia. Chce ona zbawiać coś, co nie istnieje. Czyż nie nadszedł już czas, abyś zaczął się temu przyglądać? Nie ma żadnych mechanizmów obronnych, które wznosiłeś, aby podtrzymywać – jak ty to nazywasz? – ciało, po to, by zachowywać tę świadomość w jej nienaruszonym stanie, tę lukę między przyczyną a skutkiem, którą uznajesz za coś prawdziwego w czasoprzestrzeni. Czy mam ci to przeczytać jeszcze raz? Chce ona zbawiać coś, co nie istnieje. Czy chcesz zobaczyć samo tego sedno? Ale zbawi cię tylko to, co ona chce ukryć.

Chce ona zbawiać coś, co nie istnieje, ale zbawi cię tylko to, co ona chce ukryć. Chcesz trochę wolności? Pomyśl o wolności płynącej z rozpoznania, że nie wiążą cię wszystkie te osobliwe i wypaczone prawa, które ustanowiłeś dla swojego zbawienia. Chcesz wiedzieć, co to za dziwne i wypaczone prawa? Chodzi tu o wszystko, na czym opierasz swoją rzeczywistość. Jezus w lekcji 76 Kursu Cudów nazywa je osobliwymi i wypaczonymi prawami. Ponieważ są to prawa i mechanizmy twojego umysłu, nazywa on twój umysł dziwnym i wypaczonym. I rzeczywiście percepcyjny umysł jest dziwny i wypaczony. Bo nieustannie się zmienia. Zmiany te wiążą się z czym? Z próbą zachowania równowagi, której nie jest w stanie zachować!

Ty naprawdę myślisz, ze umarłbyś z głodu, gdybyś nie posiadał sterty zielonych papierków i stosów metalowych krążków. Jeśli mam to dla ciebie przetłumaczyć – chodzi tu o pieniądze i wymianę. Czy zdajesz sobie sprawę, że zielone kawałki papieru to nie jest jakiś papier-mâché? On mówi tu o pieniądzach. Naprawdę myślisz, że mała okrągła tabletka, czy trochę płynu wstrzykniętego w żyły za pomocą zaostrzonej igły, uchroni cię przed chorobą i śmiercią. Naprawdę myślisz, że jesteś sam, gdy nie masz przy sobie innego ciała. To piękne zdanie wrzucono tu dla ciebie, abyś mógł sobie o tym pomyśleć. Opisuje ono stan pozornej izolacji, w której usiłujesz – poprzez własne projekcje – dzielić się swoją ograniczoną perspektywą, trzymającą cię w tym śnie śmierci.

To obłęd jest źródłem takich myśli. On nie mówi, ze myśl jest obłąkana. Czy ktokolwiek chce to przeczytać? To obłęd jest źródłem takich myśli. Nikt tak naprawdę nie lubi czytać tych lekcji. Oni wolą myśleć: „No cóż, myślę obłąkane myśli”. A więc wmawiasz sobie: „Pracuję nad moimi obłąkanymi myślami”. Nie to jest tutaj powiedziane! Przeczytam ci to jeszcze raz: To obłęd jest źródłem takich myśli. Ty jednak nazywasz je prawami i przyczepiasz im różne etykietki, tworząc długi katalog bezużytecznych i bezcelowych rytuałów. Wszystkie rytuały na Ziemi nie służą żadnemu celowi, są bezużyteczne. Czy teraz widzisz dlaczego nikt nie robi Kursu Cudów? On reprezentuje pełnię mówiącą do grzechu i oddzielenia, czy też potrzeby bycia oddzielonym. Nie ma w tym żadnej rzeczywistości. Myślisz, że musisz przestrzegać praw medycyny, ekonomii i zdrowia. Chroń ciało, a będziesz zbawiony. Jesteś gotowy?

To nie są prawa, lecz szaleństwo. Nie jest tu powiedziane, że te prawa są szalone. Powtórzmy: on mówi, że to jest szaleństwo. On nie mówi, że ty jesteś szaleństwem. Ty nie jesteś prawdziwy, a twoja myśl, że jesteś, to szaleństwo. Ono zaś obejmuje tego, który to myśli. To ważne! Ciału zagraża tylko umysł, który sam sobie wyrządza krzywdę. Ciało cierpi właśnie po to, aby umysł nie dostrzegł, że jest ofiarą samego siebie. Cierpienie ciała jest maską, której umysł używa, by ukryć to, co naprawdę cierpi, nie chcąc pojąć, że jest swoim własnym wrogiem, że atakuje sam siebie i pragnie śmierci. To właśnie od śmierci twoje prawa chcą wybawić ciało. Właśnie dlatego sądzisz, że jesteś ciałem. Oczywiście, że tak! Mówisz: „boli mnie…” lub „choruję na…”. Umieściłeś ból na zewnątrz siebie, a potem nie chcesz widzieć, że jest on tylko w twoim umyśle. Skonstruowałeś go w swoim umyśle.

Powinieneś zacząć dzisiejsze okresy ćwiczeń od przeglądu „praw”, których – jak sądzisz, musisz przestrzegać. Czasami wyliczenie tego w medytacji jest pożyteczne. Weźmy prawa odżywiania: no cóż, dlaczego decyduje się jeść te różne rzeczy. Cóż ja takiego robię? … prawa szczepień ochronnych, leczenia i niezliczonych sposobów ochrony ciała. Jesteś gotów? Możesz to robić, możesz to ćwiczyć. Pomyśl też o innych prawach, w które wierzysz: o prawach przyjaźni, dobrych związków i wszelkich relacji opartych na wzajemności. Kogo jednak wykluczasz? Kogo trzymasz na zewnątrz, w oddaleniu od siebie, w tej determinacji, by połączyć się w ograniczeniu i umrzeć? Być może nawet myślisz, że istnieją prawa, które określają co należy do Boga, a co do ciebie. Każdy to tutaj robi. Wiele religii wyrosło na tym gruncie. Zamiast zbawiać, potępiają one w imię niebios. Dosłownie biorą Bożą prawdę, wyrażają ją, potępiają, używając mocy własnej obserwacji, i umierają. Nie różnią się one niczym od innych dziwnych „praw”, które twoim zdaniem musisz przestrzegać, by czuć się bezpiecznym.

Nie ma innych praw prócz praw Bożych. Odrzuć dziś wszystkie niemądre, magiczne wierzenia i w milczącej gotowości nasłuchuj głosu, który mówi ci prawdę. Nie podlegam innym prawom niż prawa Boże. (Lekcja 76) To jest ważna myśl.

Lekcja 77 mówi: Mam prawo do cudów. Nie będziemy dzisiaj tego omawiać, ale chcę, abyś przyjrzał się temu, co tu robisz w każdej chwili, gdy dokonujesz wymiany. Utożsamiłeś się w swoim własnym śnie i dokonujesz wymiany ze swoim własnym systemem myślowym. Uniezależniasz się od prawdziwego źródła i używasz źródła czasu, którego wartość ostatecznie się zmniejsza i zostaje zużyta. Bierzesz więc potencjał swojej pamięci karmicznej, swojej genetycznej pamięci i dosłownie zużywasz ją. O tym mówi drugie prawo termodynamiki: w jakiś sposób wszechświat ostatecznie się skończy, ponieważ zaczął się od pełni i zostanie zużyty. Tak naprawdę wszechświat się zaczyna. Zaczyna się on od absolutnego potencjału, a ponieważ zostaje on wykorzystany w tarciu całego stworzenia – czyli w dharmie twojego umysłu; w tym, co nazwalibyśmy kwantową przygodą – to wyłania się on z potencjału i zostaje zapłodniony. Tym jest strumień wszechświata, wychodzący na zewnątrz i powracający.

Na mniejszą skalę dzieje się to w twoim mikrokosmosie, w twoim ciele, gdy używasz tej energii. Taki jest cel świadomości. Ty jesteś pełnym związkiem idei. Jesteś pamięcią. Świadomość jest światłem, ty jesteś świetlistą pamięcią i pobudzasz siebie w związku z samym sobą, ponieważ nie ma nic innego. Jest jeden byt.

Możesz przyjąć tą piękną postawę w tym ostatnim ruchu, którego dokonujesz w swoim umyśle-ciele – w tym, co nazywasz emocją, czy też obiektywną rzeczywistością. Łączysz to w pojedynczej, pełnej ekspresji siebie, i co? I wychodzisz z fałszywego snu do rzeczywistości! To nie ma nic wspólnego z wszystkimi objawami manifestującymi się w tym zagłębieniu, które Jezus nazwałby „ponurą alkową”, którą skonstruowałeś w swoim umyśle. Nie ma to z tym nic wspólnego. Ty się po prostu budzisz. Budzisz się i wychodzisz ze swej skorupy do rzeczywistości.

Idea, że jesteś zbawicielem świata, cokolwiek to znaczy, nic nie znaczy poza tym, że przyglądasz się sobie w swoim własnym, fałszywym związku. Jeśli istnieją tam całe tryliony Ziemi, to nie rozumiem, dlaczego miałbyś mieć problem z tym, że ta Ziemia jest twoją. Zapewniam cię, że tak jest. I zapewniam cię, że możesz się z tego obudzić i wyjść poza to, i że zniknie świat, który nigdy nie istniał. Ty zaś będziesz się upierał, że świat ma jakiś cel. Dopóki tu jesteś, próbując to robić, będzie istniał cel. Ty jesteś tym celem. Jeśli nie możesz zrozumieć idei, że to się nigdy nie wydarzyło, to przynajmniej zrozum, że to już się skończyło. Być może to ci pomoże.

Ten świat skończył się już dawno temu. I przyzwalamy na to przez chwilę w naszych wspomnieniach, a następnie przeżywamy to radosne wydarzenie, wkraczając lekko – jak mówi Jezus – w Pogranicze z Rzeczywistością. Idziecie więc tam i nauczacie Tekstu. Nauczacie Książki Ćwiczeń – tego niesamowitego, prawdziwego wejścia światła do chaosu. Rozumiem, że grupy kursowe się tym nie zajmują. Rozumiem, że one się boją potwierdzenia tego, czym jest Kurs Cudów. Jakiekolwiek potwierdzenie pełni, o czym właśnie przeczytaliśmy, powoduje ogromny lęk i jest odrzucane przez percepcyjny umysł . Bądź wobec tego tolerancyjny i cierpliwy. Kochaj, ponieważ to przesłanie jest kategoryczne i absolutne. I wiąże się z tym wiele lęku: lęku przed byciem pełnią; lęku przed tym, że nie będziesz w stanie umrzeć; lęku przed odpowiedzialnością za swoje własne myśli w skojarzeniu z samym sobą. Tym właśnie jest ów zbezczeszczony ołtarz, na który oni boją się spojrzeć. Te zdania są zawarte w Kursie, lecz akurat na te zdania oni nie chcą spoglądać.

Ważne jest, byśmy przyjrzeli się dziś Tekstowi Kursu, jeżeli mamy nauczać tego, co nazwałbyś „fizyczną transformacją”. Według nas – jeśli utożsamiasz się ciałem – transformacja twojego umysłu musi włączać ciało. Lecz włącza ona również to, co nazwalibyśmy „progiem lęku”. Niektóre piękne fragmenty Kursu Jezusa kierują cię do owego „pierścienia nie do przejścia”, do tego punktu, w którym boisz się odsłonięcia tej zasłony. Przeczytamy ci wprost właśnie te fragmenty, ponieważ ci, którzy robią Kurs, być może doświadczają niektórych przejawów fizycznego obudzenia i zaczynają się bać, a więc odwracają od tego uwagę.

Kurs Cudów jest kursem mistycznej niepercepcyjnej transformacji twego umysłu. Jest on inicjacją, pełną ekspresją człowieka w utożsamieniu ze sposobem, za pomocą którego może on rozpoznać swoje źródło. Nauczano tego od początku czasu, ponieważ doświadczano tego w jakimś stopniu od początku czasu – czy to w formie wizji szamańskich, czy w opisie doświadczenia świętego Pawła w drodze do Damaszku. Wszyscy teraz doświadczamy tego w naszych umysłach. Dokładnie do tego i tylko do tego prowadzi Kurs Cudów – ten kurs pojednania, ten kurs oświecenia. Ci z was, którzy tego doświadczają… Przyglądamy się teraz Tekstowi Kursu. Przeczytam ci o tych doświadczeniach, ale tak naprawdę nie potwierdzamy ich poprzez czytanie słów Mistrza Jezusa w Kursie. Potwierdzamy je poprzez samo doświadczenie.

To mogłoby być całkiem niezłą definicją cudu. Gdy zaczynasz przechodzić te doświadczenia poszerzenia umysłu i uzyskiwać ich potwierdzenie dzięki pewności co do tego, że zaczynasz widzieć jednym okiem, że zaczynasz wyrażać Ducha Świętego, to będziesz dążył do tych doświadczeń coraz bardziej i bardziej. I ostatecznie odwrócisz się od wszystkich snów o śmierci, które trzymały cię w niewoli twojej własnej percepcyjnej myśli.

Czy potrzebujesz więc fizycznego doświadczenia? Tak naprawdę, będąc w tym chaosie, nie widzisz, że już nieustannie przechodzisz to doświadczenie! Albo interpretujesz je jako pewnego rodzaju chorobę, lub w najlepszym razie używasz go jako pewnego rodzaju innowacyjnej idei, po to by wciąż trzymać się zmienionej formy złudzenia siebie samego. Chcę ci powiedzieć, że jeśli uznasz swoje własne myśli, skupiając te doświadczenia na idei pojednania, to staną się one coraz bardziej transformacyjne i doprowadzą do fizycznej zmiany w twoim komórkowym związku. Czy mamy odwagę to powiedzieć? Oczywiście, że tak! Tego właśnie nauczamy – mistycznego doświadczenia rzeczywistości, objawienia, oświecenia.

Czy są takie lekcje w tej podróży obudzenia umysłu, których trzeba się nauczyć w odniesieniu do chorób umysłowych, takich jak schizofrenia, maniakalna depresja, czy paranoja? Oczywiście, że tak. Każda myśl, którą masz, jest lekcją której masz się nauczyć w całkowitym utożsamieniu z twoją własną rzeczywistością. Jeśli rzeczywiście – jak nauczamy – jesteś schizofrenikiem, jeśli jesteś dwoma oddzielnymi myślami w sobie, to połączenie tych myśli będzie dla ciebie sprawiało wrażenie zmiany tożsamości, co wywoła konflikt w twoim umyśle. Odwagi! To są jedynie objawy tego, że przechodzisz metamorfozę. Gdy to uznasz, to poluzujesz swoje napięcie wyrażające się w determinacji, by trzymać się siebie i konfliktu. Czy jest to formą poddania się? Oczywiście. I gdy będziesz wchodził coraz bardziej i bardziej w to, co nazywamy „zaawansowanym nauczaniem”, to stanie się to dla ciebie coraz bardziej oczywiste. Zaczniesz wówczas cenić każde swoje doświadczenie, ponieważ zobaczysz, że w tych percepcyjnych ramach czasu to ty postanowiłeś doprowadzić do tego obudzenia poprzez uwolnienie siebie w swoim utożsamieniu z pragnieniem śmierci.

Dobrze, że możemy o tym pomówić i pomyśleć. Jakże poufne i osobiste stało się to dla nas dzięki pewności co do naszej wspólnej potrzeby Boga i przemiany. Znajdujesz się w tymczasowym, bezbożnym miejscu i gdy zaczynasz poruszać ten temat, to świadomość reaguje od razu swoimi mechanizmami obronnymi: „Dobrze mówisz, ale nie posuwajmy się za daleko. Nie angażujmy się za bardzo. Musisz pozostać tutaj, w tym układzie odniesienia swojej ograniczonej tożsamości i umrzeć razem z nami”. Mistrz Jezus powiedziałby tak: „Zostaw umarłym grzebanie umarłych. Niech sobie śnią ci, którzy śpią”. A więc dla tych z was, którzy robią Kurs, przyjrzymy się doświadczeniom opisanym w Tekście i Książce Ćwiczeń i pokażemy ci, że ostatecznie Kurs Cudów jest jedynie procesem transformacji. Jeżeli jesteś gotowy, by zrobić ten krok, to będziesz gotowy otoczyć się świadomościami, które w pełni się w to angażują, oraz naprawdę zaawansowanymi ideami o naukach, które się tu odbywają.

Nie robisz niczego z powodu, o którym myślisz. Ty po prostu reagujesz. Jesteś reakcją genetyczną, nieprawdaż? Oczywiście każdy się tak zachowuje w percepcyjnym czasie. Innymi słowy posiada on niezawodny mechanizm reagowania. Twój problem polega na tym, że na tym etapie świadomości stało się to bardzo zróżnicowane, a więc możesz reagować na różne sposoby. I nikt tego nie kwestionuje. Na tym ludzkie istoty opierają inteligencję – na zdolności organizowania i reagowania w umyśle. Tym właśnie jest inteligencja, czyli tak naprawdę forma reakcji. Jezus nazywa to w Kursie środkiem obrony.

Percepcyjna komunikacja to atak i obrona. Stałoby się to dla ciebie bardzo oczywiste, jeśli byś na to spojrzał. Ja reaguję na ciebie, a ty atakujesz. Atakujesz w tym sensie, że wygłaszasz stwierdzenia w innym niż mój układzie odniesienia. Wszyscy mamy owe termostaty, które są ustawione oczywiście po to, aby reagować. Nie stanowi to dla nas problemu. Tym przecież jest percepcyjna świadomość. Nasz problem, czy też mój obecny problem – to, czemu się przyglądałem – będzie zawsze polegał na tym: Skąd się bierze potrzeba reagowania? Gdzie się podziała jednolita reakcja świadomości wiernej prawdzie?

Nie mam problemu z ideą, że reagujesz na rzeczy zewnętrzne, bo i ja reaguję na rzeczy zewnątrzne. Co jest wspólnym mianownikiem? Logicznie rzecz biorąc, musimy mieć jeden mianownik, skoro czujemy potrzebę, by reagować jeden na drugiego. To właśnie robimy. Szukamy wspólnego mianownika, i tym właśnie jest postrzeganie – poszukiwanie wspólnego celu, możliwości uznania czegoś wspólnie. Może się to wydarzyć, i wydarza się, we wszystkich ludzkich związkach. Nie stanowi to żadnego problemu. Ja jedynie stwierdzam – z poziomu obudzonego umysłu – że wszyscy mamy wspólny mianownik. Tak naprawdę, jeżeli ma być to prawdziwe, to nie da się tego zidentyfikować, czyli stworzyć z tego jakieś wyznania. Prawda jest prawdziwa i nic innego nie jest prawdziwe. To zdanie zatem nie zawiera wymogów tworzenia wyznań, czy też identyfikowania się w odrębnych związkach. Nie oznacza to, że nie możesz tego robić, jeśli chcesz. Możesz to robić, jeśli chcesz. Lecz jeżeli mówimy o pełni umysłu, to musi to oznaczać, że zrozumienie, którego się domagasz we względnych związkach, zawiera całą moc, jaka istnieje we wszechświecie. I właśnie takie nauki daje ci Kurs, Jezus Chrystus, czy też mój uzdrowiony umysł.

Nie mam zupełnie żadnego problemu na Ziemi poza altruizmem. Żadnego. Mówię ci prawdę, tak jak przekazałby ci ją Jezus, czy też ktokolwiek – wy sami w waszym rozpoznaniu – jako proste stwierdzenie pełni. Potrzeba konfliktu pojawia się w twojej percepcyjnej identyfikacji, jako potrzeba trzymania się własnego „ja”. I tym jest twoja genetyczna pamięć. To jest ten termostat, o którym mówiliśmy. To jest to wzdrygnięcie się, które odczuwasz w związku z ideą, że jest coś na zewnątrz ciebie, włącznie z Bogiem i prawdą. To proste. Oczywiście to nas donikąd nie prowadzi. Percepcyjny umysł wciąż porządkuje swoje myśli w związku z samym sobą i żyje w tym układzie odniesienia opartym na uporządkowaniu odrębnych myśli – przyczyny i skutku. Chodzi tu o proste pojęcie, że mogę zebrać myślokształty i uporządkować je z punktu widzenia poprzedniego doświadczenia oraz przedstawić je jako nowe doświadczenie, które byłoby dla mnie korzystne ponieważ zachowałbym swoją egzystencję. Ależ to proste! Nie sądzę, by istnieli jacyś społeczni naukowcy, czy psycholodzy, czy patolodzy, którzy by temu zaprzeczyli. Czy tym jest życie?

A więc mówimy, że we wszechświecie życie określa się za pomocą konfliktu egzystencji. To jest tak proste. I jeżeli odpowiedź na to brzmi: „tak”, to wtedy staje się to życiem. Życie jest wówczas czymś tymczasowym, ponieważ jeśli istnieje, to będzie zakończone na jakimś poziomie. Starasz się, aby trwało jak najdłużej, ale ostatecznie ono mija. Żyjesz więc w świecie percepcyjnej obserwacji siebie w utożsamieniu z innymi rzeczami w chaotycznym, ciągłym stanie odłączania się od wszystkiego na poziomie percepcji, czyli w miejscu, w którym się znajdujesz. I twierdzisz, że to jest życie. A ono kończy się, gdy ty się kończysz, czy też ulegasz chorobie, którą jest potrzeba trzymania się siebie.

Ci z was, którzy twierdzą, że tym jest życie, mówią tym samym, że śmierć określa, czym ono jest. Mówisz, że możesz rozpoznać, iż jesteś żywy jedynie dzięki temu, że jeszcze nie umarłeś, chociaż nie wiesz, co to znaczy umrzeć. I jeżeli nie wydaje ci się to dziwne, to możesz przestać to czytać! Po prostu przestań czytać i idź sobie. Oczywiste jest, że odnosisz sukces w swoim poszukiwaniu percepcji własnej egzystencji w związku z rzeczami, które znajdują się wokół ciebie na tej małej kupce błota. Dlaczego miałoby mnie to obchodzić? Jeżeli wciąż to czytasz, mogę ci to powiedzieć jeszcze dobitniej, jeśli chcesz: Oczywiste jest, że najwyraźniej odnosisz sukces – lub nie odnosisz sukcesu, jakkolwiek to oceniasz – w swoich możliwościach ciągłego egzystowania we własnym układzie odniesienia opartym na śmierci i chorobie. Dlaczego mielibyśmy to kwestionować?

Jeżeli świadomość nie doświadcza daremności i frustracji związanej z koniecznością trzymania się własnego „ja”, to nie będzie zainteresowana przesłaniem Boskiej absolutnej prawdy i objawienia. Będzie zainteresowana jedynie w takim stopniu, w jakim doświadcza ona frustracji ma myśl o tym, że wszystko, co kocha musi ją ostatecznie opuścić i pozostawić samotną. W najlepszym razie umrze ona w ramionach swego ukochanego, a w najgorszym – zostanie zaatakowana i zabita przez swego ukochanego, który poderżnie jej gardło. Wszystkie inne rzeczy związane z machinacjami ataku i obrony dzieją się w ramach egzystencji. Jeżeli człowiek jest zdeterminowany dawać sobie z tym radę aż do śmierci, to oczywiście będzie to robił. Czy to już jest wszystko? Oto, na czym polega trudność. Może protestować, mówiąc, że to nie to, ale w swych percepcyjnych związkach nie ma on możliwości uznania pojedynczej, bezkompromisowej prawdy. Nie może tego zrobić, ponieważ oznaczałoby to utratę jego indywidualnej tożsamości, czyli egzystencji – ego – jaźni, która egzystuje w oddzieleniu od innych jaźni. Z uwagi na to, że jest to zamknięty system, oddzielony od idei pojedynczej pełni, a świadomość dysponuje mocą zachowania ograniczenia – bo jest tylko jedna moc – to naszą metodą prezentowania tego całościowo danej świadomości byłoby nakierowanie jej na moc jej własnego umysłu w związku z rzeczami, które są wokół niej. Tym właśnie jest Kurs Cudów.

Jeśli umysł będzie gotów uznać, że stanowi przyczynę tego, co postrzega, to przyjmie on dobroczynną postawę, która przyniesie mu dobre samopoczucie i spokój. I wreszcie uświadomi on sobie, że jego uzdrowiony umysł jest za to całkowicie odpowiedzialny. Teraz nauczamy wprost z Kursu Cudów, czy też za pośrednictwem mojego uzdrowionego umysłu, o ile zechcesz uznać, że mam uzdrowiony umysł, a zapewniam cię, że mam, choć trudno ci jest ci to zobaczyć. Jest oczywiste, że ty nie widzisz również Kursu. Jaka jest różnica? Ja ci jedynie prezentuję to, co Kurs mówi i to, czym jest. A więc co z tym zrobi umysł? Skróci on pozorną percepcyjną odległość między przyczyną, a skutkiem, czy też myślokształtami, które uporządkował w swoim genetycznym związku. Jezus nazywa to pojednaniem. Następnie przedstawia on to wizerunkowi na zewnątrz siebie, który dzieli się z nim pewnością co do indywidualnej prawdy ich wizerunków, mimo że tak naprawdę wcale się nie komunikują. Oni to uznają. Staje się to wówczas związkiem opartym na zaangażowaniu w pojedynczą pełnię. To jest chrześcijaństwo w ścisłym tego słowa znaczeniu.

Jedynym składnikiem, który trzeba dodać do wszystkiego, co powiedziałem o filozofii nauczania, jest psychologia traktująca o konieczności dojrzewania umysłu poprzez transformację, tak aby stał się pełnią i jednością. Nauczamy więc teraz indywidualnej, pojedynczej transformacji – i tym jest chrześcijaństwo – mówiąc ci, że musisz przemienić swój umysł, że to jest możliwe, że możesz mieć uzdrowiony umysł, gdy zrezygnujesz z percepcji fałszywego umysłu, która jest tym samym, co zło, diabeł, czy też grzech, którymi się otoczyłeś i obwieszczasz, że stanowią twoją rzeczywistość. Z jakiegokolwiek rozsądnego punktu widzenia to jest nonsens. Z pewnością życie oparte na śmierci w najlepszym razie byłoby okropieństwem, jednak ty to tolerujesz tutaj w każdym momencie. Mówisz: „To jest w porządku – i tak umrę”. To właśnie mam na myśli, kiedy mówię, że będziesz to robił, dopóki nie poczujesz tego bólu.

Czy jestem o krok przed tobą w moim umyśle? Jak powiedziałem ci wiele razy – jest tak dlatego, że poczułem bardziej intensywny ból, a także bardziej bezpośredni lęk w utożsamieniu z moim ostatecznym unicestwieniem. Kiedy ty to rozpoznasz, będziesz się nieustannie przyglądał własnej modalności życia i śmierci, tak abyś mógł wyjść poza czas poprzez połączenie swojej przeszłości i przyszłości. Widzisz jakie to łatwe? Kurs jest pełen deklaracji, mówiących o tym, że postrzeganie nie jest w stanie tolerować pełni. To jest fakt, ponieważ jeśli obwieściłoby pełnię na zewnątrz siebie, to samo by się zatraciło. Ono dosłownie atakuje pojęcie Boga, ponieważ Bóg jest ideą. Postrzeganie zawsze ją ostatecznie atakuje i poniża poprzez samą potrzebę oceniania. Rozumiesz to? Innymi słowy, czuje ono oczywiście potrzebę oceniania pełni. Gdyby oceniło ją jako pełnię – prawdziwie, bezwarunkowo i z miłością – to natychmiast utraciłoby swoje poczucie oceny i stałoby się tym, co ocenia. Tym jest całe nauczanie.

Z psychologicznego punktu widzenia docierasz oczywiście do idei nieosądzającej pełni. Docierasz do Boga, który jest całkowicie sprawiedliwy, ponieważ jest pewny co do twej doskonałości. To oczywiście jest nie do zniesienia dla koncepcyjnego umysłu, który opiera swoją rzeczywistość na negatywności śmierci, czy też na możliwości ataku. To głupie! Jeżeli przedstawię ci to w sposób altruistyczny, jako moją pewność i wiedzę, że mój umysł został przemieniony, to mnie zaatakujesz. Stanie się tak nie dlatego, że atakujesz mnie osobiście, ale dlatego, że atakujesz Boga, czy też ideę pełni, która rozpuściłaby konflikt postrzegania, czyli tą Ziemię, która jest w twoim umyśle, która jest twoim snem i nie jest prawdziwa. Czy w tym zdaniu zawarłem wszystkie nauki Jezusa? To jest całe nauczanie! To tak na wypadek, gdyby ktoś chciał przedstawić, czym ono jest. Możesz się zetknąć z dużą dozą krętactwa w percepcyjnej ocenie „głębszych prawd”, „płytszych prawd”, czy „związków”. To wszystko nonsens, ponieważ nic z tego nie może być prawdziwe. I o tym właśnie mówimy.

To, co nie jest w Niebie, nie jest prawdziwe. Czym jest Niebo? Pełnią. Pewnością co do jednego źródła. To jest ten moment, w którym przechodzisz przez ów most do własnej rzeczywistości. Ty czujesz się odpowiedzialny za swoje działania i nazywając to „miłością”, działasz stosownie, po to, aby wszystko w twoim umyśle mogło umrzeć razem z tobą. Wina to odpowiedzialność za porządkowanie własnych myśli, co oznacza, że masz problem z uznaniem autorytetu, ponieważ nie chcesz uznać pojedynczej pełni. Niewinność to Niebo. Brak winy to Niebo. Co jest jego przeciwieństwem? Piekło. Pokażę ci to. O tym właśnie mówi Kurs. Jest oczywiste, że jeżeli będziesz porządkował swoje myśli, to będziesz musiał przyjąć za nie odpowiedzialność. Będziesz winny ich posiadania. I ostatecznie powiesz, że to grzech, bycie oddzielonym, bycie w piekle. I dlatego to jest piekłem. Lecz nie jest to prawdziwe. A więc nie musisz osądzać swego piekła w związku z Niebem. Bądź wdzięczny! Nie musisz się przejmować zwaśnionymi siłami. Zawsze chodzi tylko o ciebie i prawdę. Ależ to proste.

Trzeba to powtarzać wciąż na nowo i na nowo, aż to rozpoznasz: robisz to jedynie sam sobie. To brzmi jak Kurs. Bez względu na to, jak bardzo kusi cię, by myśleć, że jest coś na zewnątrz, co wywołuje ten konflikt w twoim umyśle, tę chorobę, tę ideę, którą nazywasz życiem – robisz to sam sobie. I oczywiście jedynie w tym jest twoje zbawienie.

Praktyka porzucania związanych ze sobą idei to Książka Ćwiczeń Kursu Cudów. Demonstrujemy to tutaj w naszej formie medytacji, czy też transformacji umysłu. Poprzez użycie oczyszczonych myślokształtów, nowych form życia, przenosimy się w tej chwili w sferę mistyczności, której przeczy postrzeganie. Jezus nazywa to cudem. On mówi wprost – i my nauczamy tego wprost – że jeśli przemienisz swój umysł, wszystko wokół ciebie się zmieni. Nie ma to nic wspólnego z tym, czy dostrzeżesz, że się zmienia, czy też nie. To jest trudna lekcja. To jest głęboka prawda. Oczywiście, że tak. To właśnie obserwowanie zmiany dłużej niż chwilę oznacza, że oddajesz się w niewolę magii, czy też, jak mówi Jezus – ulegasz pokusie zachowania mocy umysłu w ograniczeniu. Potem dochodzisz do pięknych zdań, takich jak: „Jeżeli tak postanowisz, możesz odejść z tej Ziemi w tej chwili w płomieniu światła”. O tym wszystkim mówi Kurs. Oczywiście, że tak. Dlaczego miałbyś nie odejść, jeżeli cała moc jest w twoim umyśle? Podjęcie przez ciebie decyzji, by tutaj pozostać, reprezentuje ciągłą potrzebę trzymania się własnej pamięci czasowej, czy też odległości, która trwa w twoim umyśle między przyczyną a skutkiem – a tym właśnie jest czas. Pamiętaj nasze stwierdzenie, że czas trwał tylko chwilę. Tym są te trzy dni. Tym jest wyjście i powrót. To jest ten czas, który zajęło nam sprostowanie, czy też zrzeczenie się prawa do dzielenia, które nigdy się nie wydarzyło i nie jest prawdziwe. Jeżeli to jest dla ciebie zbyt trudne, to mnie to nie obchodzi. Wciąż jesteś w pułapce swojego własnego umysłu i możesz do tego podejść, jakkolwiek chcesz.

Ja zaś ci mówię, że znajdujesz się w przestrzeni między pozornym wydarzeniem się tego a pozornym rozwiązaniem. Tym właśnie jest czas. Zrób z tym cokolwiek chcesz. Oczywiście możesz tak żyć przez milion lat lub przez jedną chwilę. Czas jest tak naprawdę wynalazkiem. Dlaczego? Ponieważ ma początek i koniec, które są widoczne w strukturze liniowych utożsamień idei. Na miłość Boską! Jeżeli czas jest wynalazkiem, to jest albo twoim wynalazkiem, albo kogoś innego. Jeśli jest on wynalazkiem kogoś innego, to on wymyśla ciebie, a ty jesteś częścią jego snu. To szalone! To naprawdę wywoła w tobie frustrację. Możesz to robić. Możesz męczyć to niebo śmierci próżnym zawodzeniem i możesz składać wszelkie możliwe ofiary dla tej pozornej mocy, która ci się narzuca. Ja cię nauczam, abyś się obudził i zobaczył, ze robisz to sam sobie, na miłość Boską! Rozumiesz to? Czy jest to dla ciebie jasne?

„Sędziwy marynarz”… Czy to jest w tej książce? A więc ten sędziwy marynarz z siwą brodą i błyszczącymi oczyma mówi tak: „Czemu mnie zatrzymujesz?” Kiedy przypominasz sobie, że zabiłeś albatrosa, to czujesz nieustanną potrzebę nawrócenia. Jako zbawiciel masz obowiązek ciągłego prezentowania tego przesłania. I kończysz na zdaniu: „Woda, woda wszędzie i wszystkie zapasy zmalały. Woda, woda wszędzie, a do picia nic nie będzie”. Oczywiście, że nie. Coleridge jest bardzo mistyczny, bardzo piękny… Wasze umysły, doświadczając swej pełni, zaczynają brać te wszystkie piękne alegorie i łączyć je w przypowieści prawdy i pasji, którą jesteście w utożsamieniu z waszym objawieniem. I włącza to ukrzyżowanie, Ogrójec i Betlejem. Włącza to Józefa, który decyduje pod patronatem Mojżesza, aby przekroczyć pustynię i wejść do umysłu, do Jeruzalem. Ależ to się staje piękne! Nauczamy jedynie, abyś wziął całą swoją jaźń, wszystkie idee, które masz, i wprowadził je w ten nowy zakres świadomości, w którym uznajesz, że służą one jedynie temu, abyś rozpoznał siebie w związku ze sobą. Możesz tego dokonać. To bardzo piękne.

Dzielimy się osobistą pewnością co do tego, że nasza indywidualna komunia z prawdą oraz transformacja są możliwe. To jest świętym związkiem, ponieważ nie mamy żadnych wątpliwości co do jakichkolwiek wskazówek, które dotyczą tego, co tu robimy. To nie ma nic wspólnego z naszymi indywidualnymi związkami, nic! To my nadaliśmy im ich rzeczywistość. Mistrz Jezus naucza wprost, że nie ma tutaj komunikacji i że każdy porozumiewa się ze swymi własnymi urojeniami. Widzisz jakie to staje się teraz proste? Dzięki uznaniu tego możesz deklarować swoją determinację, by odnaleźć prawdę. I o tym właśnie tu mówimy. Niesiemy to przesłanie w świat i używamy tych myśli o nowym zakresie świadomości, jakim jest pojedynczość. Naszą pewność odzwierciedla teraz chwała i światło twojego umysłu oraz prawda o tobie, wyrażająca się w twojej determinacji, by do tego doprowadzić. Aby znieść bezkompromisowe deklaracje obudzonego umysłu, będziesz potrzebował pewnej śmiałości, pewnej uporczywości i – jak ty to określasz – determinacji. Gdzieś w twojej genetycznej pamięci znajduje się nauczanie. Jest to pięknie pokazane w Kursie. Jezusa by tego nauczał i ja tego nauczam w ten sposób. Gdzieś w twojej pamięci zawiera się nauczanie o twoim obudzeniu w tym momencie. W Kursie jest powiedziane tak: Czas jest sztuczką magiczną (Lekcja 158). Wszystko, co robisz, już się oczywiście dokonało, ponieważ czas przeminął. Wydaje się jednak, jakbyś tego dokonywał w sekwencjach. A zatem chwila twojej transformacji, skoro ona już się wydarzyła, dzieje się w momencie, w którym decydujesz, by się wydarzyła i wówczas rzeczywiście się wydarzyła. To jest piękne nauczanie. Staje się ono trochę bardziej ezoteryczne.

To już się wydarzyło i odszedłeś stąd, a to nie jest prawdziwe. To może sprawić, że poczujesz się bardzo dobrze albo zaczniesz być nieco podejrzliwy. Najbardziej prawdopodobne jest to, że wywoła to w tobie strach. Kiedy się boisz, to jesteś całym lękiem, jaki jest. To jest miejsce lęku. Nie możesz przegrać bardziej niż już przegrałeś, ponieważ twoja jedyna przegrana była całą przegraną, jaka kiedykolwiek istniała. A więc nie bój się, albowiem przynoszę ci dobrą nowinę o wielkiej radości, jaką jest narodzenie Chrystusa w tobie. W mieście dawidowym – w twojej własnej pamięci – narodził się zbawiciel, Chrystus Pan. Moglibyśmy w tym momencie wygłosić piękny bożonarodzeniowy wykład o objawieniu się Chrystusa w twojej własnej fizjologii. Czyż nie byłoby to piękne? Tym właśnie to jest – transformacją. Co za piękna idea!

Transformacja to nie mówienie o niej. To się dzieje teraz, gdy ty, w prywatności twojego związku z samym sobą, dzielisz się energią, którą jest docieranie do światła. Pozwól tym wszystkim obrazom, które pojawiają się i przepływają teraz przez twój umysł, aby przypominały ci w pokorze, że istnieje moc we wszechświecie, której nie imają się twoje żałosne mechanizmy obronne. I gdy poluzujesz swoją obronę, to twoja rzeczywistość cię wypełni. Zadziwiające! Ale ty śpisz. Spróbujmy to zrobić. Do góry i do wyjścia.

Cały czas jest zawarty w każdej chwili, zaś każda chwila, w której to rozpoznajesz, staje się świętą chwilą, w której jesteś pełnią. Wszelkie pozostałości twojego liniowego myślenia – sprowadzenie tu przeszłości i przenoszenie jej w przyszłość, po prostu przykrywało teraźniejszość, która teraz ci przedstawiamy. Ty dosłownie nie robisz niczego. Ty jedynie kumulujesz w sobie zamęt i rozczłonkowane myśli. Nic się tu nie dzieje. A te chwile, właśnie teraz, są dla ciebie bardzo cenne. Oceniasz ilość czasu, który zaoszczędziliśmy poprzez wpłynięcie rzeczywistości w twoją strukturę. Ty jesteś konfliktem i rozwiązaniem. Jesteś problemem i rozwiązaniem. To nie jest na zewnątrz ciebie. Gdy będziesz zaczynał to czuć, czasem wywoła to w tobie odrobinę lęku. Dochodzimy teraz do ołtarza, czyli tej części ciebie, którą przykrywałeś. Zacznij się jej przyglądać.

Nie bój się. Nic cię nie może skrzywdzić. Mistrz Jezus powiedziałby, że najbardziej zadziwiającym zjawiskiem w dualizmie jest twój lęk przed Bogiem. Tak bardzo się Go boisz, że nawet nie lubisz o Nim mówić. Przykrywasz to, mówiąc: „Nie rozmawiajmy o idei pełni, miłości, prawdy. Pozostańmy w tej śmierci.”. Kiedy w swoim własnym procesie obudzenia odkrywasz siebie wśród śpiących i umarłych, wówczas idea, że musisz zostawić umarłym grzebanie umarłych staje się dla ciebie bardzo cenna. I być może trudna. Jeżeli stan dojrzewania twego umysłu polega na zastępowaniu tych niższych energii w czasie, to konieczne jest oczywiście wyłonienie się całkowicie nowego umysłu. Tego właśnie nauczamy. Zaczyna to brzmieć jak nauka Sri Aurobindo; jak wyłanianie się Gnozy, czy też nadświadomości. Gdy twój umysł się tym wypełnia, zaczynasz widzieć, że wszystkie punkty odniesienia wskazują na to, że ten uzdrowiony umysł rzeczywiście istnieje, oraz na pewność co do tego, że możliwy jest ewolucyjny proces przejścia człowieka do własnej pełni. Niemożliwe jest, aby to nie było prawdą. Jeżeli przyczyna i skutek nie są oddzielone, to wszystko jest prawdziwe dlatego, że jest możliwe. To piękne!

Ten świat skończył się już dawno temu. Ty go jedynie przeżywasz na nowo w każdej chwili. I wciąż to rozciągamy, żyjąc tym snem. To jest sen. Sto tysięcy trylionów Ziemi w tym jednym wszechświecie. I wszystkie rzeczy tutaj są jedynie odzwierciedleniem twojego umysłu. Bądź wdzięczny! Nic nie jest na zewnątrz ciebie. Żadna idea, którą człowiek kiedykolwiek miał w świecie percepcji, nie jest oddzielona od całej karmicznej podróży – od twojego wkładu w kronikę Akaszy. Używając całej mocy, jaka jest w indywidualnej świadomości, ty dołączasz do tego swój odrębny wkład. I to jest w porządku. Lecz pamiętaj, że nie ma śmierci. Nie umrzesz. Twoje upieranie się, by unicestwić siebie i pozostać w sformułowaniu czasu, to nonsens. Jesteś teraz w takim punkcie w czasie, w którym podejmujesz decyzję, aby tego nie robić. Jak powiedziałby Jezus, cieszymy się, że możemy cię przywitać u bram raju. Czy będziesz atakowany za to, że to przedstawiasz? Pewnie, że tak, ale tylko dlatego, że tutaj wszystko jest atakiem i obroną oraz brakiem i walką o przetrwanie. Ty doświadczasz tutaj koszmaru. Czas jednak się teraz skończył. Jesteś wolny. Bądź teraz wolny! Bądź wolny, czytając to:

Każdy zapełnia swój świat postaciami ze swej osobistej przeszłości i dlatego osobiste światy się różnią. Lecz postacie, które widzi, nigdy nie były rzeczywiste, ponieważ uczynione są wyłącznie z jego reakcji na swych braci, a nie zawierają w sobie ich reakcji na niego. Dlatego on nie widzi, że je wytworzył i że nie są kompletne. Gdyż postacie te obywają się bez świadków, postrzegane tylko w jednym, osobnym umyśle.

Przez te właśnie dziwne i przyćmione postacie szaleńcy wchodzą w kontakt ze swoim szaleńczym światem. Tak przy okazji mówiąc, w ten właśnie sposób definiujemy ten świat dla wszystkich tak zwanych nauczycieli tego Kursu. Wy wszyscy, którzy szukaliście uznania – byliście stuknięci od samego początku. To właśnie jest tu powiedziane. Bo widzą tylko tych, którzy im przypominają o tych obrazach i z nimi się kontaktują. W ten sposób komunikują się z tymi, których nie ma, i oni właśnie im odpowiadają. A ich odpowiedzi nikt nie słyszy oprócz tego, kto ich przywołał, i tylko on wierzy, że dali mu odpowiedź. Projekcja daje w efekcie postrzeganie i nie widzisz niczego poza nim. Wciąż na nowo atakowałeś swego brata, widząc w nim jakąś przyćmioną postać ze swego osobistego świata. I dlatego musisz najpierw atakować samego siebie, bo w innych nie ma tego, co atakujesz. Przyćmiona postać ma rzeczywistość tylko w twym umyśle, atakując zaś innych, atakujesz dosłownie coś, czego nie ma (Tekst, rozdział 13, V). Tym z was, którym nie jest to znajome, powiemy, że pochodzi to z nauk Jezusa Chrystusa, tego samego człowieka z Nazaretu, który przeszedł to doświadczenie transformacji. On jest na wyższym poziomie świadomości, kierując to przesłanie do ciebie. Czy wierzysz w to, bracie? Jeszcze nie. Niezupełnie. Czy wierzysz, że prawdą jest to, co ci właśnie przeczytałem? Jakiż to byłby gigantyczny krok, gdybyś przyjął odpowiedzialność za to przeświadczenie, że tu nie ma komunikacji. To byłoby cudowne!

Ślepcy przywykają do swego świata, przystosowując się. Wydaje im się, że wiedzą jak się w nim poruszać… I to właśnie robisz. Nauczyli się tego nie z radosnych lekcji, tylko pod surowym przymusem granic, o których sądzili, że nie mogą ich przekroczyć. A ponieważ nadal w to wierzą, cenią te lekcje i trzymają się ich kurczowo, bo nic nie widzą. Używasz całą swoją genetyczną pamięć w tym śnie. Nie rozumieją, że te lekcje podtrzymują ich ślepotę. Nie w wierzą w to. Przechowują w swej wyobraźni świat, który nauczyli się widzieć, sądząc że mają do wyboru to, albo nic. Nienawidzą świata, którego nauczyli się w bólach. Wszystko zaś, co ich zdaniem w nim się znajduje, służy do przypominania im, że im czegoś brakuje i że są gorzko upośledzeni.

W ten sposób określają swe życie i to, gdzie żyją, przystosowując się tak, jak wydaje im się, że muszą – oczywiście – i bojąc się utracić tą odrobinę, którą maja. I tak jest ze wszystkimi, którzy sądzą, że ciało jest wszystkim, co posiadają i co mają wszyscy ich bracia. Usiłują dotrzeć do siebie nawzajem i wciąż im się to nie udaje. I przystosowują się do samotności, wierząc, że poprzez zachowanie ciała uratują tę odrobinę, którą posiadają. Ale posłuchaj i spróbuj pomyśleć, czy przypomnisz sobie to, o czym teraz będziemy mówić. Cały piękny mistycyzm Kursu wyłania się właśnie tutaj. Wszystkie nasze nauki związane z możliwością osiągnięcia nowego zakresu świadomości pojawiły się w tych następnych zdaniach. Pozwolę ci je samemu sobie przeczytać. One pochodzą z rozdziału 21 Tekstu Kursu

Poza ciałem, poza słońcem i gwiazdami, poza wszystkim, co widzisz, a mimo to jakoś ci znajomy, jest taki łuk złotego światła, który w miarę jak nań patrzysz, rozrasta się w wielki i świetlisty krąg. I cały ten krąg w oczach twoich wypełnia się blaskiem. Jego krawędzie znikają, i to, co w kręgu w ogóle nie jest już w nim zawarte. Światło rozprzestrzenia się i ogarnia wszystko, szerząc się w nieskończoność, wiecznie promieniejąc, bez jakiejkolwiek luki i granic. W nim wszystko łączy się w doskonałą ciągłość i nie można wyobrazić sobie, aby cokolwiek się znajdywało na zewnątrz, ponieważ nie ma miejsca, gdzie nie byłoby tego światła (Tekst, rozdział 21, I). To jest piękna mistyczna ekspresja; to jest transformacja, której doświadcza twój umysł.

Tekst Kursu Cudów, co za piękne nauczanie! Każda idea ma jakiś cel, który zawsze w sposób naturalny wynika z tego, czym ona jest. To niesamowite! Wszystko, co wywodzi się z ego, z ograniczonego umysłu, ciebie, człowieka, jest naturalnym skutkiem jego głównego przekonania, a sposobem na zniweczenie jego rezultatów jest tylko rozpoznanie, że ich źródło jest nienaturalne, gdyż przeczy twojej prawdziwej naturze. Powiedziałem uprzednio, że wyrażenie woli przeciwnej Woli Boga to myślenie życzeniowe, a nie prawdziwy wyraz woli. Pełnia, Bóg, Wola Boga jest jednością, ponieważ szerzenie Jego Woli nie może być niepodobne do siebie. A więc prawdziwy konflikt, którego doświadczasz, to konflikt między próżnymi pragnieniami twojego ludzkiego umysłu, czy też nie-umysłu, a wolą Boga, którą podzielasz. Czy może to być prawdziwy konflikt? Czy możesz naprawdę być w konflikcie ze sobą?

Do ciebie należy niezależność stwarzania, a nie autonomii. Słyszysz to? Cała twoja twórcza funkcja zawiera się w twej całkowitej zależności od Boga, czy też pełni. Ty dosłownie jesteś Bogiem stwarzającym, który swą funkcję dzieli z tobą. Dzięki swej gotowości do dzielenia się nią stał się On – jesteś gotowy? – zależny od ciebie, tak jak ty jesteś zależny od Niego. Co za zadziwiające pojęcie! Czy jesteś gotów to przyjąć? Nie przypisuj Mu arogancji ego, bo On nie chce być niezależny od ciebie. Jemu nie przeszkadza, że może podzielić się Sobą z tobą. Ty uważasz to za bluźnierstwo. To nonsens! To tylko ego tak myśli! Bóg włączył cię do Swej Autonomii. Czy możesz sądzić, że autonomia ma sens w oddzieleniu od Niego? Wiara w twoją autonomię – w ludzki umysł, w ego – kosztuje cię wiedzę o twojej zależności od Boga, w której leży twoja wolność. A więc co się dzieje? Ego – ty, człowiek – widzi wszelką zależność jako zagrożenie. Oczywiście! Mówimy tu o idei pełni, o idei puszczenia swojego „ja”… Zniekształciło ono nawet twą tęsknotę za Bogiem, czyniąc z niej narzędzie ustanowienia siebie. Ale nie daj się zwieść tej interpretacji twego konfliktu. Wszystkie twierdzenia umysłu, wszelkie ataki ludzkiego umysłu, ego, służą podtrzymaniu oddzielenia.

Wierząc że może to zrobić – a ty w to wierzysz – nie robi nic innego, ponieważ jego zamiar osiągnięcia autonomii nie jest niczym innym. Całkowicie mylisz się co do rzeczywistości, ale nie tracisz z oczu swego celu. Ego jest bardziej czujne – ty jesteś bardziej czujny – ponieważ jest ono całkowicie pewne swego zamiaru. Mówimy teraz o tobie, o tym „ja”. Wiesz dokładnie co chcesz zrobić. Czujesz zamęt, ponieważ nie rozpoznajesz, czym jest twoja rzeczywistość.

Musisz poznać, że ostatnią rzeczą, którą ego chce, byś sobie uświadomił, jest to, że się go lękasz. Gdyby bowiem ego wzbudzało lęk, to zmniejszałoby twoją niezależność i osłabiało twą moc. Jednak rości ono sobie prawo do twej lojalności jedynie na tej podstawie, że może ci dać moc. Bez tego przekonania w ogóle byś go nie słuchał. Jakże więc mogłoby trwać jego istnienie, gdybyś sobie uświadomił, że akceptując je, pomniejszasz siebie i pozbawiasz się mocy? A zapewniam cię, że wszyscy to robicie.

Nie przeszkadza ci, że ego może ci pozwolić, i pozwala, uważać się za wyniosłego, nieufnego, beztroskiego, pełnego rezerwy, płytkiego emocjonalnie, bezdusznego, obojętnego, a nawet zrozpaczonego, lecz nie poważnie lękającego się. Ego ciągle podejmuje wysiłek minimalizowania lęku, ale nie likwidowania go. Tym właśnie jest ludzki umysł i zaprawdę jest to umiejętność, w której wykazuje wielką pomysłowość. Jak może ono głosić oddzielenie, nie podtrzymując go za pomocą lęku, a czy słuchałbyś to, gdybyś pojął, że to właśnie czyni? (Tekst, rozdział 11, V)

Oczywiście, że nie. A więc cała psychologia polegająca na ustanawianiu tego, czym jesteśmy w naszym emocjach to nonsens. Opiera się ona na stwierdzeniu, czy też nieustające obwieszczaniu własnego oddzielenia. My zaś twierdzimy, że nie możesz czegoś „mieć”. Możesz tylko tym „być”.

A dowiesz się, że masz wszystko jedynie poprzez rozdanie tego. Wtedy tym jesteś, ponieważ zaczynasz stwarzać. To jest sedno naszej lekcji: Chroń wszystko, co kochasz poprzez rozdawanie tego. Nie bądź opętany swoimi własnymi ograniczonymi ideami o sobie. Tym właśnie jest zło – byciem opętanym myślą, myślokształtami, które ustanawiają twoją nierzeczywistość. Najbliższe stwarzaniu tutaj jest dawanie, czy też przebaczenie. Całkowite przebaczenie pozwala ci zobaczyć, że to ty jesteś stwórcą wszystkiego wokół siebie. Czyż to nie piękne?

Porozmawiajmy jeszcze trochę o wielkiej tajemnicy, o filozofii wieczystej, o stwierdzeniu, w które nikt nie chce się w pełni zaangażować – że podstawowe nauki wszystkich religii prowadzą do przemiany umysłu i uznania, że percepcyjny umysł nie jest w stanie poznać prawdy, lecz poprzez oświecenie, czy też zmartwychwstanie, może on rozpoznać prawdę. To są podstawowe nauki wszystkich religii, a szczególnie chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo jako przesłanie pochodzące od wszystkich obudzonych umysłów, czy też wszystkich, którzy przechodzą inicjację, a szczególnie od Jezusa Chrystusa – skoro nazywamy to chrześcijaństwem – jest stwierdzeniem, że możesz rozpoznać Boga, stać się Bogiem, pełnią jako Syn Boży poprzez transformację swojego umysłu i porzucenie własnego ograniczonego utożsamienia. Idea, że postrzeganie dokonałoby tego w sposób dobrowolny, czyli za pomocą swoich własnych osiągnięć, wydaje się być uzasadnione dopóki nie zbadasz tego w szerszym kontekście. Jest oczywiste, że jeśli oddzielenie to odrębna tożsamość, to nie zrezygnuje ono, ani nawet nie jest w stanie chętnie zrezygnować z siebie samego na rzecz prawdy, która jest wszędzie wokół niego. To było wyrażane na wiele sposobów w tak zwanych procesach inicjacji.

Wszystkie idee mistycznego chrześcijaństwa odnoszą się do Zesłania Ducha Świętego, czyli idei, że duch wniknie w ograniczony stan świadomości. Proces oferowany w Książce Ćwiczeń Kursu Cudów potwierdza, że istnieje metoda – stajecie się metodystami, prawda? – metoda, za pomocą której możesz doprowadzić do tej przemiany umysłu. Bardzo ważne jest, abyś na tym etapie uświadomił sobie – i będziemy tego nauczać – że bardzo boisz się tego wydarzenia, ponieważ jest to prostym potwierdzeniem śmierci twojego „ja” i wiąże się ze stwierdzeniem, że musisz się narodzić na nowo (J 3,3). Aby urodzić się na nowo, musisz oczywiście umrzeć. Jest taka piękna przypowieść w Ewangelii Świętego Mateusza, której tak naprawdę nikt nie rozumie. Wskazuje on ana tak zwane przedwczesne obudzenie energii fizycznej transformacji, którą wschodnie tradycje nazywają energią Kundalini, czy też budzeniem się ośrodków twojego ciała. Wielu chrześcijan odkryło fizyczne obudzenie poprzez tradycje wschodnie, nie przyjrzawszy się niesamowitej ilości informacji dotyczących mistycznego doświadczenia i następującej po nim transformacji, która jest zawarta w całym chrześcijaństwie. Jest oczywiste, że zorganizowane chrześcijaństwo temu zaprzecza, wskazując na konieczność istnienia organizacji po to, by zrozumieć Boga, zamiast na porzucenie organizacji po to, aby Go rozpoznać.

W rozdziale 22 Ewangelii Świętego Mateusza Jezus tak opisuje Królestwo Niebieskie: Królestwo Niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swojemu synowi. Posłał sługi, by zwołali gości zaproszonych na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: Powiedzcie zaproszonym: oto przygotowałem moją ucztę, woły i tuczne zwierzęta pobite, wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę! Lecz oni zlekceważyli to i poszli. Jeden na swoje pole, inny do swego kupiectwa – czyż to nie piękne? – a inni pochwycili jego sługi, i znieważywszy ich – pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców a miasto ich spalić.

Wtedy rzekł swoim sługom: uczta weselna jest wprawdzie gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali, złych i dobrych, i sala napełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzeć biesiadnikom i zauważył tam człowieka nieubranego w strój weselny. Rzekł do niego: Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego? Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności, tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych (Mt 22,2-14).

Stwierdzenie, że „wielu jest powołanych, lecz mało wybranych” dotyczy prób uczestnictwa w biesiadzie weselnej z Bogiem na wyższych poziomach energetycznych – jeżeli chciałbyś spojrzeć na to z ezoterycznego punktu widzenia – bez właściwego przygotowania, polegającego na porzuceniu własnego „ja”. We wschodniej tradycji jest to znane jako „przedwczesne obudzenie” tego, co nazwalibyśmy „kundalini”. Jest oczywiste, że nie dojdzie do obudzenia dopóki nie przejdziesz przez ten próg lęku. Tym właśnie jest proces inicjacji. Jezus zajmuje się tym bardzo szczegółowo w niektórych stwierdzeniach Kursu, zwłaszcza tych, które dotyczą czwartej przeszkody dla pokoju – lęku przed Bogiem.

Co byś ujrzał bez lęku przed śmiercią? Boisz się przez to przejść w tej transformacji. Co byś czuł i myślał, gdyby śmierć nie miała dla ciebie powabu? Po prostu przypomniałbyś sobie swego Ojca, stwórcę życia, źródło wszystkiego, co żyje, Ojca wszechświata i wszechświata wszechświatów i wszystkiego, co znajduje się nawet poza nimi. A kiedy ta pamięć pojawi się w twym umyśle, pokój będzie miał do pokonania jeszcze ostatnią przeszkodę, po której zbawienie się dopełni i Synowi Bożemu zostanie całkowicie przywrócone zdrowie umysłu. Albowiem tutaj kończy się twój świat. Jesteś gotów?

Czwarta przeszkoda – to jest fizyczne doświadczenie, teraz, w waszej medytacji – czwarta przeszkoda do pokonania wisi jak ciężka zasłona przed twarzą Chrystusa. Lecz gdy Jego twarz się wzniesie poza nią, promienna od radości, jako że On jest w Miłości Swego Ojca, pokój z lekka odsunie zasłonę na bok i wybiegnie Mu na spotkanie, abyś się z Nim wreszcie połączyć. Bo ta ciemna zasłona, która zdawała się czynić twarz samego Chrystusa twarzą jakby trędowatego, a jaskrawe promienie Miłości Jego Ojca, które twarz Jego otaczają chwałą, upodabniała do strumieni krwi, zblaknie w oślepiającym świetle poza nią, kiedy przeminie lęk przed śmiercią.

Oto najciemniejsza zasłona utrzymywana przez wiarę w śmierć i chroniona przez jej powab. Poświęcenie śmierci oraz jej władztwu jest tylko uroczystą przysięgą, potajemną obietnicą dla ego – dla tego nie-umysłu – że nigdy się nie uchyli tej zasłony, nie zbliży do niej, a nawet nie będzie podejrzewało, że istnieje. Oto ów targ, jaki skrycie dobito z ego, by na zawsze zachować to za zasłoną, starte i wymazane z pamięci. W tym zawiera się twoja obietnica, że nigdy nie dopuścisz, aby zjednoczenie wywołało cię z oddzielenia. Oto wielka amnezja, w której pamięć o Bogu zdaje się całkowicie zapomniana; oto oderwanie twojej Jaźni od ciebie – lęk przed Bogiem, ostateczny krok do twego oddzielenia.

I nagle jesteś w samym środku tej medytacji, i zaczynasz tego doświadczać. Ćwiczyłeś służenie swemu bratu w miłości, poddawałeś się i odłączałeś, praktykowałeś Kurs i wyciszałeś, i oto nagle zaczyna się to dziać.

Śmierci zaś traci urok na zawsze, gdy porusza cię i przyzywa powab miłości. Spoza każdej z przeszkód stawianych przed miłością, zawołała cię sama miłość. I każdą z nich pokonałeś mocą powabu tego, co jest poza nią. Twoje pragnienie lęku zdawało się podtrzymywać te przeszkody. Gdy jednak usłyszałeś spoza nich Głos Miłości, odpowiedziałeś, a one znikły. Teraz posłuchaj, co ci się przydarza w tym momencie. To jest taki mały Ogrójec.

A teraz stoisz przerażony przed tym, na co przysiągłeś nigdy nie spojrzeć. Spuściłeś oczy, przypominając sobie daną twym „przyjaciołom” obietnicę. To są te świadomości wokół ciebie, ci inni ludzie, twoje myśłokształty. „Uroda” grzechu, subtelny urok winy, woskowy „święty” wizerunek śmierci i lęk przed zemstą ego, któremu złożyłeś przysięgę krwi, że go nie opuścisz – wszystkie one powstały i zakazują ci podnoszenia oczu. Uświadamiasz sobie bowiem, że jeśli na to spojrzysz i dopuścisz do uchylenia zasłony, wówczas one przepadną na zawsze. Znikną wszyscy twoi „przyjaciele”, twoi „obrońcy” i twoje „domostwo”. Już nie będziesz pamiętać o niczym z tego, co teraz pamiętasz. Nic dziwnego, że się boisz. Percepcyjna świadomość boi się tego dokonać.

Wydaje ci się, że świat cię całkiem porzuci, jeśli tylko podniesiesz oczy. Tymczasem zdarzy się tylko tyle, że to ty na zawsze opuścisz ten świat. Jest to ustanowienie na nowo twojej woli. Nie bój się. Popatrz na to otwartymi oczyma, a nigdy już nie uwierzysz, że jesteś zdany na łaskę rzeczy będących poza tobą, sił, nad którymi nie panujesz i myśli nachodzących cię wbrew twojej woli. Jest twoją wolą, aby na to spojrzeć. Żadne szalone pragnienie, żaden błahy impuls, by znów zapomnieć, żadne ukłucie lęku ani zimny pot rzekomej śmierci nie mogą przeciwstawić się twej woli. Albowiem to, co przyciąga cię spoza tej zasłony, jest również głęboko w tobie, nie oddzielone od tego i w zupełnej jedności.

Teraz spojrzymy przez chwilę jeszcze dalej – na „Odsłonięcie zasłony”: Nikt nie może spojrzeć bez przerażenia na lęk przed Bogiem, jeśli nie przyjął Pojednania i nie dowiedział się, że złudzenia nie są rzeczywiste. Nikt nie może samotnie stanąć przed tą przeszkodą, bo nie doszedłby aż tam, gdyby jego brat nie szedł obok. I nikt nie ośmieliłby się patrzeć na to bez całkowitego przebaczenia swojemu bratu w sercu.

Musisz dojść do tego punktu w swojej medytacji. Nauczamy tutaj transformacji. Pamiętaj o tym: jedynym celem jakiegokolwiek duchowego nauczania i oczywiście jedynym celem Kursu Cudów jest doprowadzenie do tej przemiany twojego umysłu. Zaczynasz od przesłanki, że bardzo się tego boisz, ponieważ to jest miejsce lęku.

Postój tu przez chwilę i nie drżyj. Będziesz gotów. Połączmy się w świętej chwili, na tym miejscu, w które zaprowadził cię cel, dany w świętej chwili. I połączmy się w wierze, iż Ten, który nas tu razem przywiódł, ofiaruje ci potrzebną do tego niewinność i że przyjmiesz ją w imię mojej i Jego miłości. Jesteś gotowy?

Nie jest też możliwe spojrzeć na to zbyt rychło. Oto miejsce, w które każdy musi przyjść, kiedy będzie gotów. Przyspieszymy tu trochę czasu, drogi nauczycielu, i powiemy ci, że możesz być gotowy na tę transformację twojego umysłu, jeśli tak postanowisz. Możesz być gotowy w tej chwili. Czy będzie się to wiązało z porzuceniem siebie w twojej własnej medytacji? No pewnie!

Spojrzenie na lęk przed Bogiem rzeczywiście wymaga pewnego przygotowania. Tylko zdrowi na umyśle mogą patrzeć na czysty obłęd i rozpętane szaleństwo z litością i współczuciem, ale bez lęku. Bo tylko jeśli w nich uczestniczą, wydają się one straszne, a będziesz w nich uczestniczył, dopóki nie spojrzysz na swego brata z doskonałą wiarą, miłością i czułością. Stoisz w obliczu całkowitego przebaczenia i nadal nie wybaczyłeś. Boisz się Boga, ponieważ lękasz się swego brata. Lękasz się tych, którym nie wybaczyłeś. A nikt nie osiągnie miłości z lękiem u boku (Tekst, rozdział 19, 4).

Ważną wskazówką, jaką otrzymujesz teraz w tych naukach, jest to, że w twoim umyśle musi się dokonać ta przemiana, to oświecenie. To jest czyste nauczanie chrześcijaństwa. Wszystkie tajemne społeczności, masoneria, różokrzyżowcy, templariusze, bracia wolnego ducha oraz najgłębsze nauki gnostyckie i wszystkie inne wskazówki będą się sprowadzały do uznania twojego zjednoczenia z Bogiem poprzez modlitwę i przemianę. Przybyliśmy tu, by właśnie tego nauczać, ponieważ właśnie tego doświadczyliśmy. I przekazujemy ci teraz tę prawdę.

To jest miejsce transformacji i zaczynasz teraz czuć poruszenie tego w tobie. Być może zechcesz się z nami skontaktować. Jest pewne, że jeżeli przerabiałeś Kurs Cudów oraz zajmowałeś się tamtymi rzeczami, to gdzieś w sobie czujesz konieczność dopełnienia swojego procesu transformacji. Mamy nadzieję, że się do nas przyłączysz. Dziękujemy ci, bracie.

Jedna ze świadomości zapytała się: „Gdzie w chrześcijańskiej tradycji znajdę odniesienia do obudzenia kundalini i siedmiu ośrodków ciała?”. Cała Apokalipsa, całe objawienie w stwierdzeniach tej ostatniej księgi Nowego Testamentu, jest deklaracją obudzenia energii kundalini. Na poziomie gruczołowym jest to kojarzone z kościołami według tego, jak przedstawiają je nauki ezoteryczne. Bardzo dobrze zostało to opisane przez mistyka Edgara Cayce. Nie wydaje mi się, by mistyczne chrześcijańskie kręgi miały jakieś wątpliwości co do tego, że Apokalipsa jest właśnie tym. To zerwanie pieczęci, Siedmiu Pieczęci jest bezpośrednio związane z fizycznym obudzeniem, tak samo jak helisa kodu genetycznego jest związana z ideą I Ching. Gdzie to się zaczyna i gdzie to się kończy? Nigdzie, jeżeli pamiętasz, że jedynym celem, tu i teraz – w tym budzeniu się twego umysłu – jest przypomnieć sobie, kim jesteś.

I gdy ta energia wnika w ciebie coraz bardziej i bardziej, to wszystko, co robisz, stanie się przypowieścią, i wreszcie osiągniesz wyższy i jeszcze wyższy stan. Odkryjesz, że rzeczywiście śniłeś. I gdy będziesz puszczać lęk i zaczniesz kochać, twoja służba w miłości będzie coraz bardziej widoczna. Jedną z wielkich nauk wszelkich tradycji jest to, że aby obudzić energię, musisz służyć. Jezus naucza tego jako przebaczenia – czyli, że musisz dać całego siebie, aby być wolnym, musisz się odłączyć, przejść przez ten próg lęku. Poprzez poddanie się i porzucenie tego twój umysł się rozszerzy w twoją własną rzeczywistość.

Pamiętajmy, że chodzi tu tylko o twoją indywidualną transformację. To ty jesteś zbawicielem świata. Bez ciebie nie ma Nieba ani zbawienia. Mam na myśli właśnie ciebie. Teraz mówię wprost do ciebie. Kochamy cię i czekamy na twój powrót.
Powyższy tekst wykładu Mastera Teachera pochodzi z Książki pt.: ,,Jakże proste jest rozwiązanie”.

http://www.kurscudow.org/component/content/article/769-fizyczna-transformacja-a-chrzescijanstwo-wyklad-mastera-teachera.html

Gdy zostaję uzdrowiony, nie zostaję uzdrowiony sam.

Kurs Cudów, Lekcja 137

Gdy zostaję uzdrowiony, nie zostaję uzdrowiony sam.

Dzisiejsza idea pozostaje główną myślą, na której opiera się zbawienie. Uzdrowienie stanowi bowiem przeciwieństwo wszystkich idei świata, które opierają się na chorobie i na odrębnych stanach. Choroba to odsunięcie się od innych i odcięcie się od połączenia z nimi. Staje się ona bramą, która zamyka odrębną jaźń i trzyma ją w odosobnieniu i samotności. (…)
Uzdrowienie więc można by nazwać przeciw-snem, który unieważnia sen o chorobie, w imię prawdy, ale nie w samej prawdzie. Podobnie jak wybaczenie nie zwraca uwagi na wszystkie grzechy, których nigdy nie popełniono, tak uzdrowienie usuwa jedynie złudzenia, które nigdy się nie wydarzyły. Podobnie jak rzeczywisty świat powstanie, aby zająć miejsce czegoś, czego w ogóle nigdy nie było, tak uzdrowienie oferuje jedynie rekompensatę za wyimaginowane stany i fałszywe idee, którymi sny ubarwiają obrazy prawdy.(…)

Jeśli się bronię, jestem atakowany.

Kurs Cudów
Lekcja 135

Jeśli się bronię, jestem atakowany.

Któż broniłby siebie, gdyby nie sądził, że jest atakowany i że atak ten jest prawdziwy, a jego własna obrona może go uratować? I właśnie na tym polega szaleństwo obrony: nadaje złudzeniom pełnię rzeczywistości, a następnie próbuje traktować je jako rzeczywiste. Dodaje ona złudzenia do złudzeń, i w ten sposób podwójnie utrudnia naprawę. A to właśnie czynisz, gdy próbujesz planować przyszłość, przywracać do życia przeszłość lub organizować teraźniejszość według swoich życzeń. …